Pokusa wykorzystania nośnych haseł, w rodzaju „walki z terroryzmem”, „przeciwdziałaniu agresji” czy „ograniczeniu przemocy” od dawna inspiruje działania totalitarnych reżimów. Państwem które przoduje w uchwalaniu restrykcyjnych praw, pod pozorem walki z przestępczością jest putinowska Rosja, w której wszystkie ustawy zwiększające i tak niebotyczne uprawnienia służb uzasadniano „bezpieczeństwem państwa i obywateli”.

Za tą propagandową fasadą, przy wykorzystaniu prowokacji, dezinformacji, mordów politycznych i zamachów tworzy się obecnie struktury państwa totalitarnego w skali, o jakiej Stalin i jego następcy mogli jedynie marzyć. Ponieważ dzieje się to przy milczącej akceptacji rządów europejskich, aprobacie większości społeczeństwa rosyjskiego i przyzwoleniu mediów – informacje na ten temat są zwykle ukrywane lub przemilczane.

Po tragedii smoleńskiej, obecny rząd III RP przyjął kurs na zbliżenie i „pojednanie” z państwem, w którym morduje się dziennikarzy, „trzyma za pysk” opozycję, a służbom powierza rolę zbrojnego ramienia grupy rządzącej. Ta wyraźna fascynacja dzisiejszych „elit” wzorcem putinowskiej Rosji znajdowała odbicie nie tylko w najbardziej idiotycznych, werbalnych deklaracjach, ale również w wielu, szczegółowych regulacjach prawnych przyjętych przez rząd Donalda Tuska, choćby w ramach „Programu ochrony cyberprzestrzeni RP na lata 2009-2011" czy w ustawach związanych ze sferą bezpieczeństwa. W tym samym czasie, gdy rząd Tuska opracowywał program ochrony cyberprzestrzeni, w Rosji wydawano kolejne akty prawne w ramach oficjalnego, rządowego „programu bezpieczeństwa antykryzysowego” i „publicznej kampanii przeciwko terroryzmowi”. Wszystkie łączył jeden, wspólny mianownik – prowadziły do zwiększania uprawnień służb specjalnych, a tym samym do rozbudowy systemu kontroli nad społeczeństwem.

Warto zwrócić uwagę, że idea elektronicznego nadzoru (w tym kontroli Internetu) ujawnia swoje ojcostwo w ludziach komunistycznych służb, zdolnych iść z „duchem nowych czasów”. Rozwój technik informatycznych doprowadził „specjalistów” z SB, KGB czy WSW do konkluzji, iż znacznie skuteczniejszą od pałki i donosów tajnego współpracownika formą sprawowania władzy nad społeczeństwem, jest objęcie go systemem elektronicznego nadzoru. Dlatego np. postawienie na czele „supersłużby” Krzysztofa Bondaryka było decyzją optymalną. Nikt inny nie łączył dwóch, koniecznych dla utrzymania obecnego układu cech: uwikłania w interesy postomunistycznej oligarchii zarządzającej infrastrukturą informatyczną oraz niemal obsesyjnego zainteresowania gromadzeniem i przetwarzaniem danych. Wielokrotnie pisałem o specuprawnieniach, jakie ABW otrzymało w ramach ustawy o zarządzaniu kryzysowym czy nowelizacji ustawy o ochronie informacji niejawnych. Na tych dwóch „filarach” wspierają się dziś realne wpływy służb na życie gospodarcze i polityczne.