Każdemu, co mu się należy - suum cuique – jak twierdzili Starożytni. Zatem i obrońców każdy ma takich, na jakich zasługuje. Dlatego niespecjalnie zdziwiło mnie oświadczenie ppłk Edwarda Kotowskiego, który występując w obronie dobrego imienia abp. Józefa Kowalczyka napisał: „Abp. J. Kowalczyka będę bronić z całych sił, nawet przed sądem, bo ja znam pełną prawdę o tym, że nasza znajomość miała tylko i wyłącznie naturalny charakter służbowy, wynikający z powierzonych nam przez nasze zwierzchnie władze stanowisk, a rozmowy które prowadziliśmy służyły rozwijaniu bilateralnych stosunków polsko-watykańskich i służyły normalizacji stosunków Państwo-Kościół w Polsce, co ostatecznie się stało".
Zaskakujący natomiast, może okazać się brak reakcji hierarchów Kościoła na głos tego właśnie obrońcy. Jak dotychczas bowiem, nic nie wskazuje, by wypowiedź pana doktora Kotowskiego ( tak obecnie tytułuje się „Pietro”) została odebrana jako „niedźwiedzia przysługa”.
A przecież obrony kontaktu informacyjnego „Cappino” podjął się nie byle kto, bo jeden z najważniejszych „specjalistów” esbeckich ds. watykańskich.
Edward Kotowski zaczynał swoją karierę w policji politycznej PRL od pracy w Departamencie IV MSW, zajmując się „rozpracowywaniem” duchowieństwa najpierw w Olsztynie, a później w Warszawie. W październiku 1978 r., a więc kiedy rozpoczął się pontyfikat Papieża Polaka, por. Kotowski został przez kierownictwo MSW przekazany z pionu czwartego do pierwszego, czyli do tzw. wywiadu PRL. Jego wyjazd do Rzymu nastąpił pod dyplomatycznym przykryciem, czyli esbek oficjalnie pracował w ambasadzie jako II sekretarz, któremu podlegały m.in. wszystkie sprawy konsularne. Kotowski był także pracownikiem Zespołu ds. Stałych Roboczych Kontaktów między Rządem PRL a Stolicą Apostolską. Głównym zadaniem „Pietra” (pod takim pseudo pracował Kotowski) w Rzymie była praca operacyjna ze źródłami informacyjnymi przekazanymi przez Departament IV MSW, pion R, i pozyskiwanie nowych agentów, lub przejmowanie agentów przekazanych mu przez pion IV z Warszawy. Jego pracę w Warszawie nadzorował naczelnik Wydziału XVI departamentu I MSW, płk Kazimierz Walczak. Kotowski zakończył pracę w Rzymie w styczniu 1984 r., już w randze kapitana. Nie wrócił jednak w szeregi SB, lecz został przeniesiony do Urzędu do Spraw Wyznań. Tam zakończył karierę w stopniu majora, na etacie niejawnym jako starszy inspektor, realizując na rzecz Departamentu IV „ważne zadania z zakresu problematyki wyznaniowej ze szczególnym uwzględnieniem odcinka watykańskiego”.
„Pietro” był tzw. oficerem prowadzącym trzech, niezwykle ważnych informatorów bezpieki: „Fermo” – Juliusza Paetza, „Cappino” – Józefa Kowalczyka i „Proroka” – którego personaliów jeszcze nie znamy. O tym ostatnim, ksiądz Tadeusz Isakowicz Zaleski, który natrafił na dokumenty potwierdzające działalność tego „kontaktu informacyjnego”, napisał dziś na swoim blogu, że był najgroźniejszym z agentów działających w Watykanie. Dokonania agenta „Proroka” SB oceniała bardzo wysoko. W jego charakterystyce za lata 1983 – 1984 czytamy: „W okresie podlegającym niniejszej ocenie źródło „Prorok” przekazało ogółem 246 materiałów i informacji depeszowych, z których wykorzystano 97, w tym w informacjach dla kierownictwa partyjno-rządowego (KPR) 66. Najwięcej informacji dotyczyło problematyki watykańskiej (112, z których 39 wykorzystano w opracowaniach dla KPR). Materiały te pogłębiały i rozszerzały nasze rozeznanie, przy czym dotyczy to zwłaszcza tych informacji, które relacjonowały przebieg i rezultaty wizyt członków Episkopatu Polski w Watykanie”. W analogicznej ocenie dotyczącej działalności KI „Prorok” w latach 1985 – 1987 czytamy, że źródło to „przekazało ogółem 405 informacji, z których aż 195 stanowiło podstawę do opracowania samodzielnych bądź zbiorczych opracowań. 73 materiały zostały ocenione jako wartościowe, a 2 jako bardzo wartościowe”. Dotyczyły one m.in. „polityki wschodniej Watykanu, stosunków państwo – Kościół i Watykan – PRL”.
Trzeba pamiętać, że tzw. wywiad PRL – Departament I MSW, był strukturą całkowicie podporządkowaną służbom sowieckim, a wszystkie informacje zdobyte przez watykańską placówkę były natychmiast przekazywane wywiadom Układu Warszawskiego i KGB.
W wywiadzie dla dziennika „Polska”, ksiądz Zaleski definiuje, jaki zakres informacji interesował Kotowskiego i czego dowiadywał się od swoich informatorów:
„Interesowało go, jaki jest rozkład dnia Ojca Świętego, z kim się przyjaźni, kogo przyjmuje na prywatnych audiencjach, jak się zachowuje na audiencjach prywatnych. Znalazłem nawet raport uzyskany od jednego z kontaktów informacyjnych, który opisywał wystrój pokoju prywatnego, w którym papież przebywał najczęściej. Informował bezpiekę bardzo szczegółowo, mówiąc, jaki kolor ma obicie krzesła, na którym siedział papież. Przekazywał informacje o tym, co papież najczęściej jada. Mówił bezpiece, jakie papież zażywa lekarstwa. A także skąd wyjeżdża papamobile. Podawał szczegóły dotyczące budowy auta i jego wnętrza.[…] Czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez? Na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko? Kiedy i które miejsca parkingowe są wolne? Co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie? […] Wiemy, że na długo przed zamachem „Prorok” zbierał informacje dotyczące papieża. Pracował od końca lat 70. I był w Rzymie w chwili zamachu na Jana Pawła II. To "Pietro" (Kotowski) przekazywał w swoich raportach szczegółowe informacje dotyczące papieża, uzyskane od swoich kontaktów informacyjnych. Nie zeznał jednak nigdy przed opinią publiczną, jakie metody wywiadu stosował w operacjach de facto prowadzonych przeciwko Ojcu Świętemu”. (podr. moje)
Krakowski historyk IPN, Marek Lasota w artykule „ Lustracja. Kłopoty z Judaszem”, zamieszczonym w Rzeczpospolitej z dn.25.02.2006 roku, pisząc o agenturze ulokowanej w Watykanie stwierdza: „Każda informacja, którą przekazywał tajny współpracownik, miała znaczenie. Teraz uspokajają oni swoje sumienie, powtarzając jak mantrę, że nie mówili nic istotnego. To iluzja”. I dodaje rzecz szalenie istotną: „Kwestionariusz pytań dotyczących kardynała Wojtyły, które SB zadawała swoim tajnym współpracownikom, był niezwykle wyczerpujący. Niektóre są oczywiste - jaki jest jego stosunek do ZSRR. Ale pojawiały się też takie, których sens jest zagadkowy - jakiej marki żyletek używa Wojtyła? […] Pozornie błahe informacje układały się jak puzzle. Powstawał portret figuranta. Otwierały się możliwości operacyjne - szantażu, a niekiedy nawet fizycznego unicestwienia niepokornego księdza”.
Nie trzeba chyba udowadniać, że informacje uzyskane przez tzw. wywiad PRL musiały być niezwykle przydatne w planowaniu zamachu na Ojca Świętego. W strukturze megasłużb sowieckich Departament I MSW, a w szczególności jego wydział III, prowadzący działania na terenie Watykanu, musiał cieszyć się uznaniem moskiewskich zwierzchników. Sieć agenturalna, prowadzona m.in. przez ppłk Kotowskiego stanowiła niezastąpione źródło informacji o stosunkach wewnątrz Kościoła. Żadna inna ze służb państw Bloku Sowieckiego, nie dysponowała takimi możliwościami w zakresie pracy operacyjnej na terenie Watykanu.
Wolno zatem pytać, – czy obecny „obrońca” Kościoła, na jakiego kreuje się Edward Kotowski mógł nie mieć świadomości, że zdobywane od kontaktów informacyjnych przekazy posłużyły służbom sowieckim do zorganizowania zamachu na Ojca Świętego? Czy tej świadomości mogli nie mieć „Fermo”, „Cappino” i „Prorok”? Ich współpraca z „dyplomatą” Kotowskim trwała przez całe lata 80-te.
Jeśli rozmowy prowadzone przez tego esbeka z KI „Cappino” miały służyć „rozwijaniu bilateralnych stosunków polsko-watykańskich i normalizacji stosunków państwo – Kościół w Polsce”, dlaczego dziś, gdy stosunki te są już „znormalizowane”, ppłk Kotowski nie podzieli się z historykami IPN-u i swoją wiedzą na temat działań operacyjnych prowadzonych przeciwko Janowi Pawłowi II? Brał w nich przecież czynny udział, a prowadzona przez niego agentura dostarczała Sowietom nieocenionych informacji. Czemu zatem i komu służy „specjalistyczna” wiedza pana doktora Kotowskiego? Czyż III Rzeczpospolita, utworzona na mocy porozumienia, zawartego przez szefa ppłk Kotowskiego z grupą koncesjonowanej opozycji, przy współudziale wielu hierarchów Kościoła, nie spełnia jeszcze wymagań esbeckich patriotów?
Może odpowiedź na te pytania przybliży nam publikacja sprzed 5 lat, zamieszczona w poskomunistycznym „Tygodniku Przegląd”, autorstwa Grzegorza Sołtysiaka, zatytułowana „Jak wybrać Jaruzelskiego” Sołtysiak odkrywczo przypomina, że „ocena obrad Okrągłego Stołu i konsekwencji porozumień wzbudza wiele kontrowersji. Dla jednych była to udana próba ratowania Polski, dla innych - zmowa elit. Podobnie ocenia się wybór gen. Jaruzelskiego na prezydenta PRL.[…] Do tej pory najmniej informacji mamy na temat zachowania się w całej sprawie strony kościelnej i jej oceny obrad Okrągłego Stołu, w tym reakcji Watykanu. A przecież właśnie wtedy rozmowy z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej były niezwykle intensywne.[…]Ostatecznie wznowienie stosunków dyplomatycznych nastąpiło 17 lipca 1989 r., nuncjuszem apostolskim w Polsce został mianowany abp Józef Kowalczyk”.
Dla zilustrowania zachowań „strony kościelnej”, autor artykułu w „Tygodniku Przegląd” cytuje dokument zatytułowany „Notatka z rozmowy z biskupem Jerzym Dąbrowskim, Zastępcą Sekretarza Episkopatu Polski, odbytej 23 czerwca, z jego inicjatywy”. To niezwykle interesujący dowód i zachęcam do jego uważnej lektury:
„Warszawa, 23 czerwca 1989 r.
Notatka z rozmowy z biskupem Jerzym Dąbrowskim, Zastępcą Sekretarza Episkopatu Polski, odbytej 23 czerwca, z jego inicjatywy.
1. Nawiązanie stosunków dyplomatycznych między PRL i Stolicą Apostolską może nastąpić "w okolicach" daty 1 września 1989 r., a więc w 50. rocznicę wybuchu II wojny światowej i w tę samą rocznicę opuszczenia Polski przez nuncjusza na skutek rozpoczęcia działań wojennych. Obecnie Jan Paweł II, który sam zadecyduje o ostatecznej formule dokumentów z tym związanych, dokonuje przeglądu różnych jej wariantów.
2. O tym jednak, czy dojdzie do tego aktu we wrześniu br., zadecyduje dalszy rozwój sytuacji społeczno-politycznej w Polsce. O ile dojdzie w okresie letnim do powstania realnych przesłanek rokujących "pomyślne skonsumowanie" porozumień tzw. okrągłego stołu, to wówczas niewątpliwie to nastąpi. Jeśli obecna sytuacja "charakteryzująca się tym, że najważniejsze strony tego porozumienia, tak partia, jak i "Solidarność", nie mają siły, aby je zrealizować", utrzyma się, to trzeba będzie szukać innej okazji do tego aktu. Niewykluczone jest, że wówczas sprawa przesunie się w czasie daleko, tj. do 1991 r., tj. do czwartej wizyty Jana Pawła II w Polsce w 200. rocznicę Konstytucji 3 Maja".
3. Jednym z testów dalszego rozwoju sytuacji w kraju będzie rezultat przeprowadzenia wyborów Prezydenta PRL. Kierownictwo Episkopatu uważa, że najlepszym kandydatem byłby tu Gen. W. Jaruzelski, ale pod warunkiem że wybierany byłby spośród kilku kandydatów. To ten wybór uczyni wiarygodnym. Zdaniem bp. J. Dąbrowskiego, wybór Gen. W. Jaruzelskiego jest możliwy, o ile inni kandydaci będą tak dobrani, że na ich tle ten wybór stanie się oczywistą koniecznością. Dodał, że po raz drugi partia nie może już tak się skompromitować, jak to nastąpiło podczas wyborów, i stąd ten wybór powinien być gruntownie przygotowany.
4. Stwierdził, że istotną sprawą jest wybór sposobu głosowania w tej sprawie przez Zgromadzenie Narodowe ("Jeśli np. będzie głosowanie jawne, to senatorowie i posłowie opozycyjni nie będą oddawać głosów na rzecz Generała z uwagi na wiadome zaszłości. Natomiast przy głosowaniu tajnym część z nich będzie oddawać głosy na rzecz tej kandydatury, ponieważ publicznie nie będzie wiadomo, kto jak głosował. Przy tym tajnym głosowaniu istnieje jednak ryzyko, że posłowie partyjni mogą głosować przeciwko Generałowi. Z drugiej strony, nie należy też wykluczać, że to samo zrobią oni i przy głosowaniu jawnym").
5. Stwierdził, że najważniejszą sprawą jest odbudowa partii, "która jest w stanie rozkładu i zbuntowała się przeciwko swojemu kierownictwu". ("A może trzeba ją rozwiązać i odbudować od nowa?"). Dodał, że widoczne jest to, że "obecnie toczy się rywalizacja o przywództwo w PZPR między M. F. Rakowskim a M. Orzechowskim". W odniesieniu do M. Orzechowskiego stwierdził: "Bardzo szybko przeistoczył się w superliberała. Zbyt szybko, stąd ludzie Go nie zaakceptują".
6. Nawiązując do wizyty prof. B. Geremka w Anglii, stwierdził, że popełnił on poważny błąd, zapowiadając "szybkie spotkanie M. Gorbaczowa z L. Wałęsą". ("Jest to nietakt i wobec M. Gorbaczowa, i wobec władz polskich. Widać, że B. Geremek zbyt podniecił się swoimi sukcesami").
7. Rozwój sytuacji społeczno-politycznej w kraju ocenia pesymistycznie. Przewiduje poważne napięcia jesienią tego roku na tle ekonomicznym. Uważa, że "Zachód nie spieszy się z udzieleniem Polsce pomocy, a partia, podobnie jak "Solidarność" L. Wałęsy, jak się okazuje, nie są w stanie wcielić w praktyce porozumień tzw. okrągłego stołu. Co więcej, coraz bardziej widać, że wiele sił opozycyjnych i partyjnych jest przeciwnych tej polityce. która jest rezultatem tego stołu".
Otóż ten ważny dokument, o czym dowiadujemy się z treści artykułu pochodzi „ze zbiorów prywatnych” dr. Edwarda Kotowskiego. Jak wolno przypuszczać jest tzw. dokumentem operacyjnym i został sporządzony w zakresie obowiązków służbowych ppłk Kotowskiego. Niezależnie od adresata tej notatki, jej obecność w „zbiorach prywatnych” oficera SB powinna dziwić i niepokoić. Pojawia się pytanie – jakie jeszcze dokumenty ma w swoim posiadaniu Edward Kotowski i czy zawierają równie istotne informacje o „stosunkach bilateralnych państwo – Kościół”? Na jakiej zasadzie dokumenty tej treści znajdują się w „zbiorach prywatnych”? Czy są one znane historykom IPN?
W swoim oświadczeniu, wydanym w obronie abp. Kowalczyka, napisał Kotowski m.in., że „zna pełną prawdę”. To jedyne słowa, z którymi bez zastrzeżeń się zgodzę.
Zgodzą się z nimi również ci ludzie Kościoła, którzy współpracowali z rezydentem „Pietro”, żarliwie wspierali budowę III RP i zabiegają dziś o „zabetonowanie IPN-u”. Oni wiedzą, czym są „zbiory prywatne”…
Źródła:
http://rp.pl/artykul/255044_Oficer__Pietro__broni_nuncjusza_.html
http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1456
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=4785



To chyba tez nalezy do zbiorów prywatnych:
http://www.niedziela.pl/wiad.php?p=200901&idw=429
W związku z opublikowaniem przez dziennik „Rzeczpospolita” (29.01) fragmentów listu Edwarda Kotowskiego - b. urzędnika polskiej ambasady w Rzymie i rezydenta wywiadu PRL o ps. „Pietro” do dziennikarza tej gazety Cezarego Gmyza, publikujemy całość tego listu, przekazanego KAI przez Sekretariat Episkopatu Polski.
Szanowny Panie Redaktorze,
Od naszych rozmów telefonicznych (26.01.2009 r.) minęło już sporo czasu, a Pan nie odezwał się do mnie, aby ostatecznie podać termin Pańskiej wizyty u mnie. A przecież był Pan zdecydowany, aby do mnie przyjechać i odbyć rozmowę na temat pewnego epizodu z mojego życia, a mianowicie tego okresu, gdy jako przedstawiciel władz polskich pracowałem w Rzymie (1979-1983), w ramach misji, której celem było stopniowe doprowadzenie do wznowienia pełnych stosunków dyplomatycznych miedzy PRL i Stolicą Apostolską, po ponad 40-letniej przerwie. Szczególnie interesował się Pan osobą Księdza Arcybiskupa Józefa Kowalczyka, wówczas prałata, który kierował Sekcją Polską Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. Zapowiedział Pan też, że będzie dalsza publikacja związana z ówczesnymi moimi z Nim rozmowami. Odpowiedziałem Panu, że krzywdzicie niewinnego człowieka, ubierając go niezasłużenie w kostium świadomego kontaktu informacyjnego polskiego wywiadu. Zaproponowałem też, aby Pan przyjechał do mnie i zapoznał się z moimi argumentami i pośrednią dokumentacją na ten temat, aby w całym kontekście rozważyć ten problem. Odniosłem wrażenie, że Pan z entuzjazmem przystał na to zaproszenie. Pozostało tylko uzgodnienie dokładnego terminu. Obiecał Pan, że powiadomi mnie o tym, jak najszybciej. Na marginesie rozmowy zapytałem, na jakiej podstawie zamieścił Pan swoją informacje, że „handlowałem bronią”. Podał Pan nazwisko swojego rozmówcy, któremu pomylił się handel bronią z handlem odzieżą. Do tego człowieka, mającego obecnie ponad 80 lat nie mam pretensji, ponieważ był moim dobrym, starszym i uczciwym kolegą z okresu mojej pracy w Urzędzie do Spraw Wyznań i mogło mu się coś niewłaściwie skojarzyć. Natomiast Pan, tak bez sprawdzenia, umieszcza tę informację w dziwnym kontekście (zamach na papieża), roztaczając aurę tajemniczości i zbrodniczości. Mój adwokat doradza mi, aby wystąpić na drogę sądową. Nic wiem czy to zrobię, gdyż Pan jest takim młodym człowiekiem (akurat w wieku mojej córki) i pamiętając o tym, że mnie kiedyś, gdy miałem zaledwie 30 lat, niezasłużenie mocno skrzywdzono (l971 r.) nie chciałbym w jakikolwiek sposób, nawet słusznie upomnieć się o krzywdę, którą mi Pan również czyni. Więc chyba machnę na to ręką. Niech tylko Pan pamięta na przyszłość, aby nie czynić tego więcej innym ludziom. Słowem pisanym też można uśmiercić cywilnie.
Wracając pamięcią do tych dwóch naszych rozmów telefonicznych, to najbardziej uderzyło mnie to, że nieustannie Pan drążył kwestię co oznacza w języku włoskim słowo „cappino”. Odpowiedziałem, że moim zdaniem jest to być może słowo pochodzące od słowa „capo” i oznaczałoby ono po polsku „szefunio”. Pan powiedział, że to samo usłyszał od Włocha, który z Panem pracuje. Więc pomyślałem, że moja znajomość włoskiego nie jest jeszcze najgorsza. Ale Pan nie poprzestał na tym i dalej drążył, mówiąc, że to słowo oznacza rodzaj węzełka w szacie liturgicznej. Okazuje się, że mnie kojarzy się to z capo, a Pańskim doradcom (zapewne kościelnym, bo skąd znajomość tak rzadkiego zastosowania tego słowa) z węzełkiem liturgicznym. Ciekaw jestem kim są ci doradcy? A może jest wśród nich znany lustrator duchowieństwa? Niech to pozostanie Pańską tajemnicą.
Przez pół godziny tłumaczyłem Panu, że jest Pan w błędzie, co do oceny abp. J. Kowalczyka, że nie należy traktować dokumentów, które zostały wytworzone 30 lat temu, tak jakby były wytworzone w trybie procesowym, i na tej podstawie wyciągać wniosków krzywdzących realnie żyjących ludzi, mających widoczne i niekwestionowane zasługi dla Kościoła i dla Polski. Wspomniałem też Panu, że utrzymywałem oficjalne kontakty w Watykanie z osobami zajmującymi nieporównywalnie wyższe stanowiska służbowe niż ówczesny ks. prał. J. Kowalczyk. No, do dzieła, niech Pan lustruje!
Powiedziałem też zdecydowanie, że abp. J. Kowalczyka będę bronić z całych sił, nawet przed sądem, bo ja znam pełną prawdę o tym, że nasza znajomość miała tylko i wyłącznie naturalny charakter służbowy, wynikający z powierzonych nam, przez nasze zwierzchnie władze, stanowisk, a rozmowy, które prowadziliśmy służyły rozwijaniu bilateralnych stosunków polsko-watykańskich i służyły normalizacji stosunków państwo-Kościół w Polsce, co ostatecznie się stało. W maju 1989 r. przy moim niemałym udziale w jej opracowaniu, została uchwalona przez Sejm PRL Ustawa o stosunku państwa do Kościoła Katolickiego, a w listopadzie tegoż roku przybył do Polski, po pół wieku nieobecności, Nuncjusz Apostolski, w osobie Abpa Józefa Kowalczyka. A więc ten żmudny, kilkudziesięcioletni proces zwieńczył się pozytywnie, również, i dlatego, że wielu uczciwych ludzi, a wśród nich ówczesny ks. prał. Józef Kowalczyk, wniosło do tego swój wielki wkład.
Podczas tej mojej rozmowy z Panem Redaktorem miałem wrażenie, że rozmawiam z człowiekiem inteligentnym, rozważnym, kulturalnym i delikatnym. Więc zadaję Mu teraz jeszcze jedno pytanie: „Czy na te tematy miałem rozmawiać ze stróżem nocnym, czy też ogrodnikiem watykańskim?”. „Czy rozmowy z tymi ludźmi przełożyłyby się na rozwiązania, jakie osiągnięto?"
I oto teraz opadają mi ręce. Zastanawiam się dlaczego nie trafiły moje argumenty do tego człowieka? Dlaczego uchylił się od przyjazdu do mnie, aby uściślić kwestie, aby wyjaśnić co nie jest jasne, a utwierdzić się w tym co oczywiste i przejrzyste ? A przecież byłem gotowy i otwarty na to, aby bez zahamowań mówić o wszystkim.
No cóż, skoro Redaktor nie przyjechał to ja „pojadę” do niego faxem, przedkładając Czytelnikom moją wersję wydarzeń. Oto ona:
Do Rzymu przybyłem na początku sierpnia 1979 r. Jako członek Zespołu do Spraw Stałych Kontaktów Roboczych Między Rządem PRL i Stolicą Apostolską stopniowo poznawałem moich urzędowych rozmówców w Watykanie. Wśród wielu z nich poznałem osobę ks. dr. prałata Józefa Kowalczyka. Z racji zajmowanych stanowisk, tak On, jak i ja byliśmy zobowiązani do roboczych kontaktów. Wzajemnie przedstawialiśmy różne dezyderaty i oczekiwania naszych przełożonych w zakresie normalizacji stosunków państwo-Kościół, czy też postulaty w zakresie rozwoju stosunków polsko-watykańskich. To wszystko działo się w określonym kontekście historycznym i politycznym. Ja byłem obdarzony niezbędnym zaufaniem władz polskich, a mój rozmówca watykańskich, co jest niezbędnym elementem do tego, aby rozmowy miały charakter wiążący i poważny i prowadziły do oczekiwanych wzajemnie rezultatów. Każda ze stron, niejako przy okazji sondowała stanowisko drugiej strony, co jest naturalne. W tym czasie, ani ks. prałat Józef Kowalczyk, ani nikt z moich bardzo licznych rozmówców w Watykanie, i nie tylko, nie orientuje się, że jestem też oficerem wywiadu. (Nota bene, gdyby nie to co się dzieje teraz w Polsce, gdy chodzi o ujawnianie dokumentów służb specjalnych, to na pewno nie dowiedziałby, się o tym nigdy. Tak zazwyczaj powinny działać służby specjalne i tak działają na świecie). O tym, że ja byłem oficerem wywiadu abp Józef Kowalczyk dowiaduje się z TVP, dopiero trzydzieści lat później!
Z prowadzonych rozmów ks. prałat Józef Kowalczyk zapewne sporządzał appunti dla swoich przełożonych, a ja notatki dla moich, gdyż taka bywa praktyka w stosunkach dyplomatycznych. Ponieważ te rozmowy mają czemuś służyć, a więc należało je dokumentować. Różnica była tylko taka, że ksiądz prałat miał swoich przełożonych pod bokiem, a ja w Warszawie, więc trzeba było korzystać z kanałów wywiadowczych, aby treść takiej notatki tam dotarła. Innych bezpiecznych form przesyłu wiadomości do kraju nie było. Z mediów dowiaduję się, że mój rozmówca został zarejestrowany przez Centralę, jako „Cappino” (kontakt informacyjny). Stanowi to dla mnie kompletne zaskoczenie. Pamiętam jedynie to, że już na początkowym etapie rozmów (zapewne z uwagi na zajmowane stanowisko w Watykanie) polecono z Centrali, aby w kolejnych notatkach używać kryptonimu „Vetro”. I tak było do końca mojego pobytu. Nie wnioskowałem o żadną rejestrację, nikt mnie nie informował, że jest zarejestrowany jako kontakt informacyjny i nikt mnie nie pytał o zdanie na ten temat. Nie jest możliwe, aby tylko w tej jednej kwestii zrobiła się jakaś „dziura” w mojej pamięci. Musiało się stać coś bardzo dziwnego w Centrali, czego nie potrafię zrozumieć. Dla mnie ks. prałat J. Kowalczyk nigdy nie był świadomym kontaktem operacyjnym. [podkr. w oryginale – przyp. KAI]
W TVP okazywano też szyfrogram mówiąc, że oficer „Pietro” jest jego autorem. Jest to kłamstwo! Z moich doświadczeń wynika, że szyfrogramy tworzył jedynie szef rezydentury. Moja rola ograniczała się tylko do przedłożenia mu notatki. Odbywało się to w milczeniu, z uwagi na obawy przed podsłuchem kontrwywiadu włoskiego. Decyzją szefa rezydentury było to, czy notatka zostanie przerobiona na szyfrogram, czy zostanie dostarczona do kraju pocztą kurierską. Tak więc od szefa rezydentury zależał ostateczny kształt i forma szyfrogramu. Nigdy nie było mowy o możliwości uzgadniania treści szyfrogramu z oficerem. Nie trudno domyślić się, że przemawiały za tym względy bezpieczeństwa. Łatwo można wyobrazić sobie sytuację, że np. oficer, który zdradził i pracuje na rzecz miejscowego kontrwywiadu, mógłby, przy takiej okazji, sfotografować ten tekst właściwym do tego sprzętem, a kontrwywiad kraju urzędowania, na tej podstawie, złamać szyfr.
Na koniec mam kilka refleksji ogólniejszych. Otóż, czy jest właściwym, że w nagonce na Nuncjusza Papieskiego, a więc osobistego przedstawiciela Papieża, pełniącego jednocześnie godność dziekana korpusu dyplomatycznego w naszym państwie, biorą aktywny udział przedstawiciele polskich instytucji państwowych ( IPN-u i TV)? Jak się to ma do norm protokolarnych obowiązujących, tak w relacjach bilateralnych, jak i w wielostronnych ? Czy można sobie wyobrazić, że byłoby to możliwe np. w stosunku do ambasadora USA w Polsce, że instytucje państwowe, w związku z jakąś hipotetyczną jego zaszłością, biorą udział w podobnej kampanii ?
Podkreślam, że te pytania wypowiadam z troską o relacje polsko-watykańskie, jako, że ja sam brałem bardzo aktywny udział w ich przywracaniu po półwiekowej przerwie.
Kończąc wyrażam nadzieję, że moja wypowiedź zostanie zamieszczona w „Rzeczpospolitej” w całości, w widocznym miejscu, podobnie jak Pański artykuł z dnia 10.01. 2009 r. zatytułowany „O co ‘Pietro’ pytał ks. Kowalczyka?". W tym kontekście proszę o zatytułowanie mojej odpowiedzi: „O co nie zapytał Redaktor oficera ‘Pietro’ ”?
Dr Edward Kotowski
/data i podpis własnoręczny/
28.01.2009 r.
Otrzymują:
1. Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Dr Józef Kowalczyk, Nuncjusz Apostolski w Polsce.
2. Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Stanisław Budzik, Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski